Pan raczy żartować, Panie Feynman!
Książka o naukowcu. Brzmi nudno, już na samą myśl mamy przed oczami obraz typowego naukowca szaleńca. Taki odrealniony, zamknięty w świecie swoim i swoich wynalazków. Tak też podeszłam do książki „Pan raczy żartować, Panie Feynman!” - myliłam się!
CO TO BYŁ ZA FACET!!!
Gdyby przyszło mi poznać Pana Feynmana, to nigdy nie przyszło by mi do głowy, że to naukowiec!
,,Tydzień później dostałem od niej list. Otworzyłem go i pierwsze zdanie brzmiało: „Pensja,którą panu proponowali, wynosiła...” - ogromne pieniądze, trzy albo cztery razy więcej, niż zarabiałem. (...) Odpisałem im następująco: „Dowiedziawszy się, ile wynosi pensja, uznałem, że muszę odmówić. Muszę odmówić, dlatego, że przy takiej pensji byłbym w stanie zrobić to, o czym zawsze marzyłem - znaleźć sobie cudowną utrzymankę, kupić jej mieszkanie, sprawiać jej drogie prezenty... Przy pensji, którą mi proponujecie, faktycznie byłbym w stanie to zrobić i wiem, czym by się to dla mnie skończyło. Martwiłbym się o to, co ona robi, kiedy mnie nie ma, w domu miałbym wieczne kłótnie i tak dalej. Z tymi wszystkimi zmartwieniami na głowie byłbym
zestresowany i nieszczęśliwy. Opuściłbym się w fizyce, spaskudziłbym sobie życie! To, o czym zawsze marzyłem, byłoby dla mnie zgubne, więc uznałem, że nie mogę przyjąć waszej propozycji.”
Ten fragment pokazuje idealnie z kim mamy do czynienia. To geniusz, kochający życie oraz swoją pasję ponad wszystko. Feynman zaraża, miłością do fizyki. Większość z nas uważa fizykę za zło, ale nie sam przedmiot był problemem, problemem była nieudolność przekazania nam nauki w odpowiedni interesujący sposób, winny jest nauczyciel. Wszyscy ci, którzy kochają fizykę mieli zaszczyt trafić na nauczyciela z pasją, którą zaraził uczniów. Tak też i Feynman robił ze swoimi studentami.
Fizyk jądrowy Hans Bethe nazwał kiedyś doktora Feynmana „magikiem”. Miał rację. Wymaga trochę magii, żeby nauki ścisłe wydawały się takie rozrywkowe, wciągające i proste jak u Feynmana. Niezależnie od tego, czy czytacie Pan raczy żartować, panie Feynman! po raz pierwszy czy piąty, mam nadzieję, że sprawi wam to nie mniejszą przyjemność niż mnie.- Bill Gates
I ja też jak Bill Gates polecam tą książkę, bo może ktoś z Was zapała miłością do fizyki, i odkryje w sobie tą niezwykłą pasję. Zaznaczam, że książki nie należy się bać, nie znajdują się w niej jakieś niezrozumiałe dla zwykłych śmiertelników farmazony.
Nie umiałem sobie wyobrazić, jak się to robi: albo czytasz książki, albo nie czytasz. W gabinecie na dole przygotowałem specjalną półkę (książki zajęły ponad pięć metrów) i zacząłem czytać wszystkie książki, które miały być omawiane na następnym zebraniu. Mieliśmy zacząć od podręczników dla podstawówki. Była to spora robota, więc prawie się nie ruszałem z gabinetu na dole. Moja żona mówi, że czuła się, jakby mieszkała nad wulkanem. Przez jakiś czas panował spokój, aż tu nagle: „BUUUUUM!”, wulkan eksplodował. Wybuchy brały się stąd, że książki były po prostu fatalne. Pełne błędów. Napisane na kolanie. Autorzy chcieli zachować pewien rygor, ale podawali mnóstwo przykładów (powiedzmy, samochody na ulicy jako przykład „zbioru”) prawie dobrych, ale nieuwzględniających wszystkich niuansów. Definicje nie były poprawne. Wszędzie brakowało jednoznaczności –autorzy byli za mało inteligentni, żeby zrozumieć, co to znaczy „rygor”. Oszukiwali. Uczyli czegoś, czego nie rozumieli, a co dla dziecka w tym wieku było bezużyteczne
Naprawdę cieszę się, że miałam okazję przeczytać historie tego jakże wspaniałego noblisty, geniusza z pasją.
Komentarze
Prześlij komentarz