Czerń kruka
Nie miałam wcześniej styczności z książkami Ann Cleeves. Gdy sięgam po książkę nieznanego mi autora nigdy nie robię researchu to dlatego, żeby się nie nastawić negatywnie, bo możliwe ze po okładce poznam inna książkę, która miała np bardzo złe recenzje. Dlatego nic nie wyszukiwałam, po prostu zaczęłam czytać. Jestem fanka skandynawskich kryminałów więc pomyślałam, że mroczne brytyjskie będą stylem podobne. Nic bardziej mylnego... od początku miałam wrażenie, że książka jest inna niż wszystko co czytałam do tej pory. Nie ukrywam, że początkowe 8 kartek dłużyły mi się więc czytałam je 2 dni. Tak, tak było. Stwierdziłam, że chyba się nie polubimy z Panią Cleeves, ale ja zawsze staram się dawać książce szanse czytając do 100 strony. I myślę, że dam jej tą samą szansę. Czytając dalej uznałam, że książka jest świetna, po prostu musiałam przestawić się na styl pisania autorki. Pomyślałam, że sprawdzę na której to stronie przed rzeczoną setną to do mnie dotarło. Patrze a tam 165 strona. Lektura mnie pochłonęła, więc przerwałam czytanie by napisać ten wstęp dla Was a teraz wracam czytać mając nadzieje, że dalej będzie tak samo dobrze.
Zastanawiał się co czuła, przyjeżdżając na Szetlandy. Czy uważała się za outsiderkę. Sam czasami tak osobie myślał. Miał hiszpańskie nazwisko i śródziemnomorskie rysy. Ale jeżeli wierzyć legendom jego rodzina mieszkała na Fair Isle od pokoleń od wieków. A on wierzył legendom. W każdym razie po kilku drinkach.
Pewnego zimnego, styczniowego poranka Fran Hunter idąc do domu znajduje dziobane przez kruki ciało dziewczyny. Owa dziewczyna okazuje się znajomą, która od czasu do czasu zajmuje się córką Fran. Wszyscy mieszkańcy tak spokojnej okolicy, wskazują zgodnie, że sprawca to samotny starzec Magnus. Jednak detektyw z miasteczka dąży do tego by przeprowadzono śledztwo w tej sprawie bez wydawania bezpodstawnych osądów. Ludność i tak wie swoje.
Przeczytałam książkę i jestem w lekkim szoku. Jak prawdziwa Sherlockhead skupiłam się na każdym opisanym przez autorkę mieszkańcu. Doszukiwałam się tak mocno, że moje zwoje mózgowe zaczęły skrzypieć- serio. Zazwyczaj udaje mi się przechytrzyć autora, i niewiele jest książek w, których nie wykminiłam mordercy zanim autor tego nie napisał. To było prawdziwe zaskoczenie, koniec tej książki. Bo nawet gdy policjant idzie po sprawce a były tam dwie osoby, ja do samego końca myślałam o złej osobie. Ann Cleeves to dla mnie mistrzyni. Zrobiłam research i okazało się, że kiedyś oglądałam serial inspirowany książkami autorki, serial nazywał się „Vera”- polecam mega kilmatyczny serial. Okazało się też, że Ann Cleeves ma na swoim koncie naprawdę pokaźne nagrody co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ona naprawdę jest genialna.
„Czerń Kruka” sprawiła, że poczułam się mała z bezradności, niemocy odgadnięcia sprawcy. Czasami bywa tak, że nie można odgadnąć tożsamości mordercy, po czym autor wyciąga go jak królika z kapelusza i nic nie pasuje jest absurdalne i nie ma sensu. Tu tak nie było. Tu mamy wszystko na tacy pomiędzy wierszami a mamy te fakty gdzieś, bo szukamy jak opętani, któż to zabił?! Byłam tak bardzo na dnie, nie chcąc dać się zaskoczyć, że nawet głównego detektywa podejrzewałam. Naprawdę szacunek, należy się autorce!
Więc po takiej recenzji co ja mogę Wam napisać? Oczywiście, że polecam i serio zmuszę moich najbliższych by przeczytali „Czerń kruka” - inaczej będą mieli ciężko ze mną.
Komentarze
Prześlij komentarz