Bakhita
Gdy czytam książkę, kończę ją i zaczynam pisać recenzję. Skończyłam czytać „Bakhite” i nie mam pojęcia co napisać. Brakuje mi słów, myśli nadal nie mogą zebrać się w całość. Mam mętlik w głowie, totalny chaos. Postaram się jednak przekazać Wam to co czuję. Nie będzie to proste, bo jestem wściekła, na ludzi, na kościół na historie Bakhity
Siedmioletnia dziewczynka, której imienia nie znamy, zostaje nagle wyrwana ze swojego na pozór bezpiecznego świata. W jednej chwili traci dom, rodzinę, imię, traci wszystko. Jedyne co pamięta to zapach matki słodki pot wymieszany z mlekiem. To to wspomnienie ocali ją nie raz w nowym życiu jakim przyszło jej żyć, chociaż nikt nie zapytał czy chce. Dziewczynka trafia do handlarzy ludźmi. Jej życie to ciągłe bicie, gwałty, tortury. Przypomnę, że ma siedem lat. Po latach w końcu wykupuje ją biały człowiek, wywozi do Włoch gdzie Bakhita zostaje ochrzczona i wstępuje do zakonu.
Straszna historia z happy endem pomyślicie. Nie. Tu nie ma happy endu, nie może go być, nie ma wręcz prawa się pojawić. Mam na myśli to co przeszło to dziecko. Jak szczęśliwe i bajkowe zakończenie by nie było, Bakhita pamięta i pamiętać będzie zawsze to co ją spotkało i nawet gdyby chciała zapomnieć nie pozwolą jej na to blizny. Nie tylko te pozostawione na psychice ale i te widoczne na jej ciele. Ta książka sprawiła, że płakałam jak dziecko, gdy dziewczynka cierpiała katusze. Ta książka sprawiła, że mimo iż wiedziałam jak historia się skończy, w głowie miałam jedną przerażającą mnie myśl: „Niech ktoś zabije Bakhite, niech to dziecko już nie cierpi!”
Najgorsze są przemyślenia Bakhity, odczucia opisy tego co widzi, jak boi się ale nauczyła się płakać bez łez i bez dźwięku. Gdy czytasz jak 7-9 lenie dziecko, rozmyśla nad życiem uznaje, że jest winna. Winna bo ładna. Winna bo czarna. Winna bo silna. Jak ciało przyzwyczaja się do bata. Jak tatuują ją i jej koleżanki, tnąc skórę, otwierając rany i sypiąc sól.
Był taki opis drogi jaką przemierzali w kajdanach, była opisana młoda matka z niemowlęciem, które wciąż płakało. Ja straciłam oddech. Zamarłam, zrobiło mi się niedobrze. A takich opisów w książce jest całe mnóstwo.
Bakhita bez wątpienia powinna być zapamiętana jako odważna i zaradna dziewczynkę, która wiedziała, że chce żyć. Co do kościoła katolickiego to uważam, że zrobił sobie z tej wspaniałej dziewczyny kolejną świętą którą można postawić postawić w gablotce z napisem „Własność Watykanu” Nie wierzę w świętych, nie uważam za potrzebne, zrobienie z niej świętej. Bakhite należy pamiętać. To jest najlepszy sposób by przetrwała a pamięć o niej została na zawsze.
Książkę polecam tym, którzy mają nerwy ze stali.
Komentarze
Prześlij komentarz