Kontener
Czym jest „Kontener”? O czym jest ta książka?
Dla każdego będzie o czym innym i myślę, że każdy odbierze ją na swój sposób. Książka miała być książką o oddychaniu, pierwszy oddech i ostatnie tchnienie, jest kontenerem do, którego wrzucamy wspomnienia.
Kontener czyta się lekko, miałam wrażenie, że lecę przez wspomnienia autora, który przeżywał żałobę, jednocześnie znalazłam tam część siebie. Tak jak pisałam wcześniej, każdy znajdzie coś dla siebie, ci, którzy przeżyli stratę bliskiej osoby, ci, co się na tę stratę szykują i nawet tacy jak ja, którzy na szczęście nie doświadczyli jeszcze, dźwięku ostatniego tchnienia wydobywającego się z wnętrza kochanego przez nas człowieka.
Nie umiałem butów założyć, lecz dawały tę możliwość. Były jak stacja pośrednia między nocą, kiedy odeszła a dniem następnym i kolejnym. Gotowe do stukania o bruk i do leżenia w szeleszczącym papierku. Czekały na przebudzenie lub na wieczny sen w tekturze. Były- są- namiastką lub miastem do przejścia.
Nie miałam okazji czytać innych książek autora, jednak teraz wiem, że spokojnie mogę nadrabiać. Bieńczyk to genialny pisarz, który bawiąc się słowami z niewymuszoną lekkością,
zabiera nas w podróż, która ma na celu uporanie się z tym co nieuniknione oraz poznaniem samego siebie.
W chwilę po, kiedy krew przestanie już krążyć, ciepło w załączonych dłoniach, tej martwej i tej żywej jeszcze się utrzymuje, gaśnie powoli, cichnące adagio.
Dla mnie kontener to książka o śmierci, czekaniu na odejście bliskiej osoby, żałobie ale i chęci życia i o literaturze. Tak, literaturze. Bieńczyk prowadzi nas przez swoją historię znajdując odniesienia do tego co czuł w danym momencie w dziełach znanych pisarzy. W książce wyraźnie słychać jak autor odnajduje się w dziełach Barthesa, Prousta, Flauberta, Camusa, czytelnikowi zaś daje szansę na zapoznanie się ze stylem tych pisarzy. Osobiście, za Barthesa nigdy się nie brałam, bo jak zwykle myślałam, że jeszcze jestem za głupia by zrozumieć takie ambitne pisarstwo, „Kontener” pokazał mi, że chyba już czas, tym bardziej, że „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, mam już za sobą. Do Bieńczyka powrócę i na sto procent nadrobię resztę jego dzieł.
Gorąco polecam sięganie, po eseje nie bójmy się, to naprawdę bardzo wartościowa książka i na mojej tegorocznej liście narobiła zamieszania, i będę musiała listę weryfikować, co mnie zaskoczyło, bo rok dobiega końca i nie myślałam, że zaskoczy mnie jeszcze coś.
Komentarze
Prześlij komentarz